piątek, 23 czerwca 2017

Miniaturka [Serce zamknięte na klucz]







Lily Zabini co tydzień zapalała nową świecę przy grobie matki. Tego zwyczaju nauczył ją ojciec — wysoki, elegancki mężczyzna, który nigdy nie mówił za dużo. Dziewczynka go kochała, ale zawsze zdawało jej się, że jest smutny. Jakby śmierć żony była głazem, który on co dzień wtaczał na górę, niby mitologiczny król, o którym kiedyś czytała w książce.
Dzięki magii płomień świecy nigdy nie gasł. Jego miękki blask padał na wyryte w czarnym kamieniu napisy.

GINNY WEASLEY-ZABINI
11.08.1981-03.10.2001
KOCHANA MATKA I ŻONA

Lily nieraz wpatrywała się uważnie w te słowa, jakby miały być one rozwiązaniem zagadki. Mamę pamiętała bardzo słabo. Miała niecałe trzy latka, gdy kobieta odeszła. Czasem, gdy mocno się skupiła, zdawało jej się, że słyszy jej śmiech albo czuje zapach jej perfum unoszący się widmowo w powietrzu.
Kiedyś spytała, czy mama może wrócić. Tata odparł ponuro, że zmarli zazwyczaj tego nie robią. 
Pozostawały jeszcze zdjęcia. Tata miał ich całkiem sporo w pokoju na poddaszu, który kiedyś stanowił pracownię mamy. Tam duch tej kobiety był najwyraźniejszy. Lily w każdym pyłku kurzu czuła jej obecność, jej odbicie w ramkach uchwyconych fotografii.
Ginny Weasley była ładną, wysportowaną dziewczyną, podobną do córki. Obie miały ognistorude włosy i piegi na policzkach. Oczy Lily były jednak zielone, w kształcie migdałów, bardziej pasujące do Blaise’a Zabiniego. Lily była raczej nieśmiała i spokojna, a jej matka wydawała się tryskać życiem. Tata wspominał nieraz, że była „wygadana”. Dziewczynka nie do końca rozumiała, co znaczy to słowo. Chyba, że mama lubiła mówić.
To były jednak tylko szczątkowe informacje. Tata nie lubił rozwodzić się nad przeszłością. Twierdził, że tak będzie lepiej dla ich obojga.
Im Lily była starsza, tym więcej pytań cisnęło jej się na usta, ale nie miała odwagi, by je wypowiedzieć. Nie tutaj, na tym cichym, zadbanym cmentarzu na wzgórzu, w obliczu milczącego ojca, trzymającego ją sztywno za rękę.

Lily nie miała w swoim życiu nikogo, prócz taty. A jednak jego serce było zamkniętą skrzynią. Mama miała do niej klucz. Tak, miała, ale wraz ze swoją śmiercią musiała go gdzieś wyrzucić  — i Lily nie potrafiła go już odnaleźć.
Tata był dla niej dobry. Nigdy nie podnosił głosu i co dzień rano przygotowywał jej ulubione płatki. Gdy Lily budziła się w środku nocy i drżała przed ciemnością, mężczyzna przychodził do niej i tulił do snu. Miał ciepłe, kojące dłonie, którymi gładził jej włosy.
Ale bywał też szorstki, jak stary papier.
Lily nieraz wykorzystywała dogodny moment i próbowała go zapytać o przeszłość.
— Dlaczego mama umarła? Jak się poznaliście? Od zawsze ją kochałeś? Dlaczego masz ciemną skórę, tatusiu, a ja taką jasną?
Blaise Zabini marszczył wtedy chmurnie brwi.
— Nie pytaj mnie o to, Lily. Nie teraz.
On nie rozumiał. Lily potrzebowała tej wiedzy, żeby pojąć, kim sama jest. Lata mijały, a ona czasem czuła się zagubiona, jak zabawka porzucona na środku pokoju. Żałowała, że nigdy nie będzie mogła porozmawiać z mamą. Nie zapyta jej, skąd czerpała tę radość ze zdjęć, nie poprosi, żeby jej opowiedziała bajkę. Tata był kiepskim bajarzem.
— To kiedy? — drążyła.
— Nie bądź taka dociekliwa.
—  Ale kochałeś ją?
Nigdy nie odpowiadał.

Dopiero pewnego dnia coś się zmieniło.
Lily siedziała w kuchni i malowała pastelami kwiatki na łące. Lubiła to robić, choć jej dzieła były trochę nierealistyczne, zbyt kolorowe. Nagle rozległ się dzwonek do drzwi. Tata poszedł otworzyć; w holu przylegającym do kuchni słychać było jego ciężkie kroki. Potem nastąpiła jakaś gniewna wymiana zdań. Zaniepokojona Lily wstała z krzesła i podeszła bliżej, żeby lepiej słyszeć.
— Wielokrotnie powtarzałem ci, że… — zaczął tata. Rzadko używał tego tonu, a to oznaczało, że kończyła mu się cierpliwość. 
— Chrzanić to, Zabini! To moja siostrzenica! — brzmiał głos, którego dziewczynka nie znała. Wydawał się zdeterminowany. — Ona w tym roku idzie do Hogwartu, musi znać prawdę! Nie możesz ją trzymać pod kloszem przez całe życie!
— To nie twój kłopot. Na pogrzebie Ginny ustaliliśmy coś.
Przerwa, chwila namysłu.
— Jesteś zimnym gadem, Zabini — oznajmił nieznajomy. — Zniszczysz to biedne dziecko.
Trzasnęły drzwi i tata wrócił do środka. Lily oddychała niespokojnie. Oni mówili o niej. I o mamie. Miała już jedenaście lat, była gotowa, żeby samodzielnie wyruszyć do szkoły i zacząć się uczyć magii. Jak długo jeszcze miała czekać na prawdę?
Ruszyła hardo korytarzem i w połowie drogi spotkała się z tatą. Dawno nie widziała go w takim stanie. Oczy miał wilgotne i gniewne, usta zaciśnięte wąską linię, czoło zmarszczone. Na widok córki jego nastrój się pogorszył.
— Tato…
— Musimy porozmawiać, Lily. Chodź do salonu.

— Kim był ten pan? Czego ode mnie chciał? — dopytywała Lily, gdy siedzieli już na kanapie. Na stole obok parowały dwie filiżanki herbaty. Tata wciąż wyglądał, jakby zobaczył ducha.
— To… twój wujek. Nazywa się Ron Weasley.
— Mam wujka?!
— Żeby tylko jednego. — Tata uśmiechnął się gorzko, ale zaraz rzucił córce poważne spojrzenie. — Muszę zacząć od początku. Jesteś gotowa?
— Tak.
Lily odkryła, że mówi prawdę. Serce waliło jej jak szalone, ale była przygotowana na najstraszniejsze wieści.
— Jak już kiedyś wspominałem, niedługo przed twoim urodzeniem panowała wojna.
— Tak, wiem. Dobrzy czarodzieje walczyli ze złym czarnoksiężnikiem.
Mężczyzna skinął głową. Gdyby miał lepszy humor, mogłoby go rozbawić proste postrzeganie świata córki. Jednak nie tym razem.
— Ja prawie całą wojnę przesiedziałem tutaj, w domu — kontynuował. Brzmiał, jakby mówił wyuczoną kwestię, jakby już wcześniej przygotowywał się do tej przemowy. — Nie odpowiedziałem się za żadną ze stron, wolałem wygodnie poczekać na wynik, z czego nie jestem dumny. Ale twoja mama była inna, odważniejsza. Brała czynny udział w walkach. Dużo ryzykowała, bo była już w ciąży z tobą.
Mężczyzna trzymał ostrożnie filiżankę, jakby ważąc jej ciężar. Lily zmarszczyła brwi.
— I nie opiekowałeś się nią?
— Twój ojciec to robił. Strzegł ją, na ile mógł, ale… to była wojna. Zaklęcia leciały we wszystkie strony, ludzie padali jak muchy, niezależnie od stronnictwa. Oboje twoi rodzice ucierpieli.
— Moi… Nie rozumiem.
— Wiem, Lily. — Patrzył na nią, a w jego szmaragdowych oczach znajdował się ból. — Żałuję, ale nie jestem twoim prawdziwym tatą. Był nim Harry Potter, bohater wojenny, Wybraniec. Ginny zaszła z nim w ciążę w maju 1998 roku, wieczorem przed bitwą o Hogwart. Mówiła mi potem, że gdyby wiedziała, wszystko potoczyłoby się inaczej. Zostałaby w Pokoju Życzeń, nie ryzykowała życiem dziecka. Ale nie podejrzewała, że ten jeden raz wyda owoc… I że nigdy nie będzie mogła o tym powiedzieć Potterowi.
Blaise Zabini wydawał się starszy niż kiedykolwiek, choć jeszcze nie miał siwizny we włosach. Lily ledwo brała oddechy, ale pytań było zbyt dużo, by wypowiedzieć je na raz. Dlatego słuchała.
— Twój ojciec zginął jako bohater, pokonując Czarnego Pana. Twoja mama z kolei oberwała bliżej nieznaną klątwą. Wróciła do domu z żałobą w sercu. Musisz wiedzieć, że najbliższe tygodnie po wojnie były równie ciężkie, jak sama walka. Pełno trupów, rannych, płaczących, czarodziejów szukających swoich bliskich albo bliskich obłędu. — Blaise przymknął oczy, a gdy je otworzył, coś w jego twarzy się wygładziło. — Gdy o tym usłyszałem, poczułem impuls. Nie mogłem dużej siedzieć bezczynnie. Mój dom był duży i wielopokojowy, otworzyłem go więc dla potrzebujących. Opatrywałem rany, przynosiłem jedzenie, dawałem nocleg tym, którzy stracili dach nad głową. Byłem zdumiony, odkrywszy, że jednym z moich gości jest Ginny. Wyglądała na… zagubioną. Zatrzaśniętą w pułapce. Na początku nie chciała mi nic mówić, ale z czasem zdobyłem jej zaufanie. Uciekła z domu, bo była w ciąży i bała się reakcji rodziny. Była w ciąży z chłopakiem, który już nie żył i nigdy nie mógł zaopiekować się nią oraz dzieckiem. Nie wiedziała, co robić. I jeszcze kwestia klątwy. Po jej oberwaniu poczuła tylko osłabienie, ale po odkryciu ciąży poszła z tym do szpitala. Uzdrowiciel powiedział jej, że urok nie wpłynie na zdrowie dziecka, ale z czasem będzie postępował w jej ciele. Być może za pięć miesięcy, a być może za pięć lat, ale w końcu ją wykończy. Prawie płakała, gdy skończyła mówić. Zrobiło mi się jej żal. W szkole nie przepadaliśmy za sobą, ale wojna wypłukała dawne niechęci. Powiedziałem jej, że może zostać u mnie tak długo, ile potrzebuje.
Mężczyzna nigdy tyle nie mówił. Teraz słowa niemal z niego wypływały, jakby ktoś rozburzył tamę na rzece.
— To… miłe z twojej strony. — Lily ugryzła się w język, by nie powiedzieć „tato”. Nie wiedziała, czy mogła go tak nazywać. Teraz wszystko się zmieniło.
— I, jak się pewnie domyślasz, zakochaliśmy się w sobie. Ginny, mimo wszystko, była silna i potrafiła się śmiać nawet w trudnych chwilach. Nigdy nie wierzyłem w tę jedną prawdziwą miłość, ale myślę, że właśnie jej doznałem. — Uśmiech na ustach mężczyzny zadrżał i dalsze słowa z pewnością przyszły mu spontanicznie. — Te niecałe cztery lata razem były najlepszym okresem w naszym życiu. Wiedziałem, że tęskniła za Harry’m, za twoim ojcem, ale dzięki mnie znów była szczęśliwa. W styczniu 1999 przyszłaś na świat ty. Ginny nazwała cię imieniem twojej babci od strony ojca. Harry kiedyś wspomniał jej, że chce nadać swojemu dziecku imię po rodzicach. Nie powinienem cię kochać, nie byłaś moja. Ale to ja byłem przy Ginny, gdy jej brzuch rósł i spełniałem zachcianki jej stanu, więc czułem, że… że możesz być moją małą córeczką. Bardzo szybko cię pokochałem, Lily. Nadal kocham.
— Ja też cię kocham. — W oczach dziewczynki pojawiły się łzy. Blaise wyciągnął rękę i przytulił jej drobne ciało. Rozległo się niewidzialnie kliknięcie, przekręcenie klucza w zamku, otwieranie serca. Przez chwilę milczeli.
— Znasz koniec tej historii. Ginny walczyła z klątwą, ale pod koniec wyglądała już bardzo mizernie. Cały czas leżała w łóżku. Szukałaś jej uwagi, a ja ciągle mówiłem, że mama jest chora i musi odpocząć. Ona cierpiała również psychicznie. Tak bardzo chciała móc cię wychować… Trzeciego października Ginny odeszła. Coś we mnie pękło. Gdybym nie miał ciebie, oszalałbym z rozpaczy. Kochałem ją — przyznał wreszcie, tak gładko i pewnie, że Lily nie miała żadnych wątpliwości. — Wybacz, że wcześniej nie powiedziałem ci prawdy. Nie wiedziałem, jak się za to zabrać. Ta rana bolała zbyt mocno. I nie chciałem ujrzeć w twoich oczach odrzucenia.
— Odrzucenia?
— Nie jestem twoim ojcem, choć bardzo bym chciał. Twoją prawdziwą rodziną są Weasleyowie. Twój wujek Ron nie przyszedł tutaj po raz pierwszy. Od czasu do czasu upomina się, że chce cię zobaczyć, ale na pogrzebie Ginny złożyliśmy sobie przysięgę. Muszę przyznać, że kontakty twojej mamy z resztą rodziny nie były za dobre. Nagła ciąża, ucieczka, a potem związanie się ze mną. Wyparli się jej na jakiś czas. Gdy Ginny umarła, wspólnie ustaliliśmy, że ja cię wychowam, a oni mają się nie wtrącać. Miałem największe prawo do opieki nad tobą. Chciałem cię chronić przed prawdą, ale teraz, gdy już wszystko wiesz… możesz ich poznać. I twoje kuzynostwo, pewnie zobaczycie się w Hogwarcie. Nie będziesz taka samotna.
Jego oczy jaśniały. Długo zmagał się z cieniami przeszłości, ale teraz ogarnęła go ulga, że wyznał dziewczynce prawdę. Wreszcie wtoczył na górę swój głaz, a ten nie spadł z powrotem. 
Lily rozważała wszystko.
— Są podobni do mnie?
— Tak, prawie wszyscy rudzi, piegowaci i uparci.
Lily uśmiechnęła się blado, ale zaraz spojrzała uważnie na mężczyznę.
— Ale… nie chcę się z tobą rozstawać. Jesteś moim tatą. Jedynym, jakiego mam.
I wtedy pierwszy raz ujrzała łzę skapującą po policzku Blaise’a Zabiniego.
— Nigdzie się nie wybieram, Lily.

*

Jak zapowiadałam, miniaturka z okazji Dnia Ojca :) 
Ostatnimi czasy rozsmakowałam się w miniaturkach ze świata potterowskiego, więc niewykluczone, że to nie ostatni taki dodatek.  
Nowy rozdział pojawi się niebawem ^^

Obserwatorzy